2020/09/24

in_Azia – kulinarny majstersztyk w ramach Fine Dining Week – święta wszystkich foodies

Festiwal Restaurant Week i Fine Dining Week to wydarzenia, obok których żaden foodie nie przejdzie obojętnie. W ramach tych wydarzeń, możecie spróbować różnorodnych kuchni w bardzo przystępnych cenach. My mieliśmy okazję odwiedzić w ramach Restaurant Week restauracje „Posypane”, „Krasnodwór” i „ArtBistroStalowa”. W każdej z nich czekały na nas 3 dania  (przystawka, danie główne i deser) oraz powitalny drink. A to wszystko w cenie 49 pln/osobę.

Tegoroczny festiwal Fine Dining Week był okazją do odkrycia polskiego oblicza fine diningu. Nasz wybór padł na resturację inAzia w hotelu Sheraton w Warszawie, w której szef kuchni - Marcin Sasin, tworzy magię na talerzu. Na marginesie dodam, że wyjście do inAzia było dla nas również okazją do świętowania kolejnej rocznicy wspólnego odkrywania pysznych miejsc 😊

W chwili rezerwacji na stronie Restaurantclub.pl mieliśmy do wyboru menu mięsne (A) oraz wegetariańskie (B). Cena 129 zł /osobę obejmowała 5-daniowe menu oraz kieliszek Martini Prosecco.

Wejście do restauracji inAzia znajduje się za recepcją hotelu, po lewej stronie. W dobie pandemii, kelnerzy są wyposażeni w środki ochrony osobistej, a przy wejściu znajdziecie preparaty do dezynfekcji. Już od pierwszych chwil byliśmy bardzo mile zaskoczeni poziomem obsługi, za którą zdecydowanie należy się 5 gwiazdek 😊 Wnętrze jest utrzymane w stonowanych kolorach, światło jest przygaszone i rozproszone lampami, znajdującymi się nad stolikami i na ścianach bocznych. Mimo zajętych niemal wszystkich stolików, nie mieliśmy poczucia przepełnionej sali i mogliśmy się cieszyć względną intymnością. Poza większymi i mniejszymi stolikami, w inAzia znajdziecie wyjątkowe miejsce, tuż przy „okienku”, które wzbudziło nasze zainteresowanie. To właśnie tutaj możecie w 100% zawierzyć szefowi kuchni i zaznać Omakase (co oznacza, że pozostawiamy wybór menu szefowi kuchni). Jeżeli nie wiecie, na co macie ochotę, porozmawiajcie o swoich upodobaniach kulinarnych z szefem kuchni, a on wyczaruje Wam wyjątkowe dania i poda właśnie przez to okno, które wychodzi bezpośrednio na kuchnię.

Azjatycką przygodę kulinarną rozpoczęliśmy od łososia w sosie ponzu z imbirową rzodkiewką (menu A, wybrane przez Michała) oraz pieczonego bakłażana z sosem miso i chrupiącym makaronem (menu B). Pierwsze danie zaostrzyło nam apetyt na więcej. Łosoś był bardzo orzeźwiający (sos ponzu powstaje na bazie japońskich cytrusów), natomiast moje danie było ciekawym połączeniem różnych tekstur z chrupiącym elementem na wierzchu („chrust’ z makaronu).

Kolejnym daniem były sezamowe skrzydełka z kaczki z sosem sukiyaki (przyjemnie ostre) oraz kalafior w tempurze z sosem orzechowym. Nie zaskoczymy Was- było pysznie 😊



Jako trzecie danie, tym razem identyczne zarówno w menu A, jak i B podano bulion shimeji z pierożkami gyoza. Jako osoba, która lubi azjatyckie smaki, a wszelkiego rodzaju pierożki i grzyby darzy miłością bezwarunkową, znalazłam się w kulinarnym raju. Bulion był bardzo aromatyczny, obficie okraszony grzybkami i pierożkami. To jedno z dań, którego zdecydowanie mogłoby być więcej 😊 Nasz numer 1 tego wieczoru.



Przedostatnie dania również trzymały wysoki poziom, choć nie zaskoczyły nas, tak jak poprzednie. W ramach menu A, Michał otrzymał mini kalmary ze szparagami i tajską bazylią. Ja, w ramach menu B spróbowałam pieczonych warzyw z fasolką edamame i czerwonym sosem curry.

I na koniec – fenomenalny deser, jednakowy dla menu A i B: mus cytrynowy z owoców limonki kaffir z chrupiącą paloną czekoladą. 



Wierzcie, albo nie – zdjęcia nie oddają  pełni epickiego wyglądu tego deseru 😊 To danie, które wpływa na wszystkie zmysły! Przyjemna dla oka kompozycja na talerzu, niesamowite kolory, puszysty środek i całość, która stanowi świetną klamrę na zakończenie kolacji. Nasz numer 2 tej kolacji 😊


Reasumując:

inAzia to genialny koncept dla wszystkich miłośników kuchni azjatyckiej oraz miejsce, gdzie spotkacie się z bardzo dobrą obsługą i przyjemną atmosferą a wyjdziecie z nowymi kulinarnymi doświadczeniami.

 

2020/08/29

Zaczynamy od końca... czyli od deseru! :)

 

Jest Pandemia, możliwości podróży są znacznie ograniczone, wielkimi krokami kończy się lato i zbliża jesień… Nie oszukujmy się okoliczności raczej nie sprzyjają euforii i dobremu nastrojowi. Dzisiaj pokażemy Wam miejsce, które nam skutecznie poprawia humor.

Mowa o Warszawskiej kawiarni (choć to słowo chyba nie oddaje istoty miejsca) – DESEO. DESEO znajdziecie w czterech lokalizacjach w Warszawie, my jesteśmy bywalcami w kawiarni na Burakowskiej bo do niej właśnie mamy najbliżej. Miejscówka jest dobrze skomunikowana, można do niej dość na piechotę z Warszawskiej Arkadii. Kawiarnia jest malutka, ale latem można napić się kawy i zjeść ciastko na zewnątrz co szczerze polecamy – otoczenie to bardzo ładny dziedziniec otoczony restauracjami oraz budyniem biurowym z początku XX wieku, idealne miejsce na letni relaks w środku miasta.

Ale, ale… Wracając do DESEO sama kawiarnia w środku nie wyróżnia się niczym szczególnym, to znaczy dopóki nie zajrzymy do ich lady z ciastkami bo te wyglądają obłędnie. Uwierzcie nam, te małe dzieła sztuki nie tylko wyglądają ale i smakują KOZACKO.

Podczas naszej ostatniej wizyty zdecydowaliśmy się spróbować nowego ciastka – AZIA 2.0. Szczerze smak i faktura były inne niż się spodziewaliśmy. Chrupiąca skorupka i nadzienie o smaku marakui, niebo! Smaki idealnie się ze sobą komponowały. Do tego dla mnie klasyczna latte a dla Michała, Espresso tonic (fajne połączenie na ciepły dzień).



Ciastko zbyt dobre, by czekać na zrobienie idealnego zdjęcia ;) 

Podczas naszych wcześniejszych wizyt oraz dzięki częstym zamówieniom na wynos poznaliśmy ciastka DESEO bardzo dobrze i mamy swoje ulubione.

Na pewno hitem jest ciastko „Coco”, bardzo kokosowe z półpłynnym kokosowym środkiem. Niestety, żeby je dostać musicie pojawić się dosyć wcześnie, ciastko bardzo szybko znika z lady.


Polecamy również Morato 2.0, ciastko o bardzo intensywnym smaku gorzkiej czekolady, świetne do kawy.

Wielbiciele azjatyckich smaków muszą koniecznie spróbować ciastka „Matcha”, o smaku matcha. W tym momencie zostało zastąpione w karcie przez inne ciastko z dodatkiem matchy - "Kioto"



And last but not least.... Tesoro. Moja pierwsza miłość i recepta na całe zło tego świata. Idealne połączenie czekolady, słonego karmelu, orzechów laskowych i nadzienia z białej czekolady z pastą z orzecha laskowego. 






I na koniec ocena i cena. Ocena może być tylko jedna, DESEO to deserowa klasa sama dla siebie, jeśli chodzi o kawę to pewnie w wielu miejscach specjalizujących się w kawie wypijecie lepszą i podaną na więcej sposobów. Co do cen to mówiąc krótko, tanio nie jest. Za ciastka zapłacicie w przedziale między 20 a 25 złotych, nie jest to zdecydowanie miejsce, w którym będziemy jadać ciastka codziennie, ale nie o to chodzi, cena jest adekwatna do jakości i do smaku. W DESEO każde ciastko się celebruje i nie polecamy jeść więcej niż jednego podczas pojedynczej wizyty.

PS. Brawa dla obsługi za zachowanie wszystkich norm sanitarnych, stoliki były dezynfekowane, a osoby które nas obsługiwały miały cały czas maseczki. 

2020/08/28

Z miłości do jedzenia

Cześć!

To my: Magda i Michał - twórcy tego bloga.

Pomysł na opisywanie naszych wrażeń z życia codziennego i podróży, zrodził się w naszych głowach już jakiś czas temu.

Od 3 lat wspólnie poszukujemy miejsc z wyjątkowym jedzeniem i klimatem. 

Chcemy Was zaprosić do naszego świata i do współtworzenia tego miejsca :) 




in_Azia – kulinarny majstersztyk w ramach Fine Dining Week – święta wszystkich foodies

Festiwal Restaurant Week i Fine Dining Week to wydarzenia, obok których żaden foodie nie przejdzie obojętnie. W ramach tych wydarzeń, może...